Grają "disco w rytmie polo". Słuchają ich miliony. Recenzja!

2013-10-17 20:15:00 (ost. akt: 2013-10-17 20:22:40)

Czy pastisz i kicz może stać się fenomenem? Na naszej rodzimej scenie istnieje tylko jeden gatunek muzyki, który zdaje się potwierdzać te słowa - disco polo. W piątek w Olsztynie wystąpią Bracia Figo Fagot. Przeczytajcie recenzję ich najnowszej płyty "Eleganckie chłopaki".

Bracia Figo Fagot

Bracia Figo Fagot

Autor zdjęcia: archiwum artystów

Jak Polska długa i szeroka ścierają się ze sobą dwie grupy ludzi: ci, którzy disco polo hejtują (i choć do tego nigdy się przyznają - w rytm największych hitów sami chętnie pląsają na weselach i festynach) oraz ci, którzy go słuchają. Jednak ponad dwa lata temu na tej specyficznej scenie pojawił się zespół, który konkurencję dosłownie zmiótł. Nie, nie chodzi tu o Weekend. To Bracia Figo Fagot.

Tak naprawdę nie jest to typowe disco polo, a, jak mówią sami Bracia, „disco w rytmie polo" lub „polo-alkoholo". Parodia wszystkich zniewieściałych muzyków, grających na syntezatorach dwu akordowe piosenki i śpiewających ckliwe piosenki o miłości. Fonograficzny debiut Figo (Piotr Połać) i Fagota (Bartosz Walaszek) „Na bogatości" w ubiegłym roku przez parę tygodni znajdował się w czołówce OLiS-u. Większość odbiorców, mimo kontrowersyjności tekstów, potrafiła wyczuć dystans i ironię w piosenkach zespołu, jednak byli i tacy, którzy ich twórczość uznali za rasistowską, ksenofobiczną i obrazoburczą.

W ubiegłym tygodniu miał premierę drugi album Braci Figo Fagot zatytułowany „Eleganckie chłopaki". Czy chłopaki nadal podążają drogą rozpoczętą przed rokiem? Nie może być inaczej!



Płytę otwiera swoisty hymn zatytułowany po prostu „BFF", w którym muzycy zapewniają, że są wielkimi profesjonalistami i artystami: „za keyboardem stoi Schwarzenegger; paluchami przebiera jak Chopin; Pavarotti keyboardu". „Pisarz miłości" to z kolei, promowany teledyskiem, przebój ostatnich tygodni, który opowiada o specyficznym rodzaju miłości za pomocą pewnego magicznego długopisu... Teledyski zresztą powstały wcześniej jeszcze do dwóch utworów: „Wóda zryje banię" (typowych kilka godzin z życia typowego nocnego klubu) oraz „Zobacz dziwko co narobiłaś" (prawdopodobnie największy hit całego albumu, nagrany wraz z Czesławem Mozilem i jego solową partią akordeonu).

„Już polane stoi szkło" to historia o wyjątkowo długiej tradycji i priorytetowym miejscu alkoholu w życiu każdego mężczyzny (ku niezrozumieniu kobiet, przepraszam - świnek). Na płycie można znaleźć także dwie piękne ballady o miłości „Bujaj łbem do przodu" i „Piękna dziewczyno", a także „Pościelówę" (jedyną piosenkę wychodzącą ponad standardy przyjęte przez Figo i Fagota - lekko funkowo-bluesowe brzmienia z gitarą).

„Elegancja Francja" to kolejna historia rodem z nocnego klubu, „Jagiełło" opowiada o dużej roli pieniądza w życiu, a „Piosenka o woreczku mosznowym"... trudno ją jakkolwiek zakwalifikować. Wyjątkowa na płycie jest też „Ballada o Stachu żołnierzu", w refrenie której pojawiają się, chyba dla kontrastu pastiszu w reszcie piosenek, prawdziwe słowa roty przysięgi wojskowej.

Całości słucha się oczywiście lekko, łatwo i przyjemnie, ale tylko dla tych, którzy posiadają dystans i nie biorą wszystkich słów utworów BFF na poważnie. Konwencja taka sama jak na debiutanckim albumie, nadal najwięcej tekstów dotyczy świnek, seksu, wódy, modżajto i nocnego życia. Tylko jakby o Cyganach mniej...

ks

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB